Główkuje Francja i Macron,
jaki tu teraz utworzyć rząd.
List do narodu śle,
gdyż jest mu źle
z takimi wyborcami iść pod prąd.
https://irsila74.blogspot.com/search?q=egalite
https://irsila74.blogspot.com/2023/07/vive-la-france.html
Defilada, defilada, szyku zada.
Nawet gdy łajno z konia wypada😁
Wielkie święto dziś mają, niech sobie świętują.

Igrzyska olimpijskie rozpoczynają się 26 lipca. Problem na chwilę zniknie.
OdpowiedzUsuńDadzą radę, tak sobie tylko rymnęłam do Macron'a
OdpowiedzUsuńprzy ich narodowym święcie.
Na defiladzie nawiązali już do igrzysk:
przekazanie ognia na koniach, koła olimpijskie tworzone z ludzi i in.
Całą prawdę o Francji napisałaś w jednym zdaniu na forum:
OdpowiedzUsuń"Francja tradycyjna jest przegrana".
Nigdzie czegoś takiego nie napisałam, co mi tu zacytowałaś.
UsuńTo, że język francuski nie jest popularny i raczej nie ma chętnych,
by się go uczyć, to nie znaczy, że Francja jest przegrana!
To potężny i bogaty kraj, dużo znaczy w NATO,
potęga pod każdym względem; nowoczesności
historii, kultury, architektury...
Oglądam czasem tv francuską, cieszą się zbliżającymi się igrzyskami, sportowcy z ogniem olimpijskim wędrują po Paryżu, różne kolory skóry, kolorowo jest i wspaniale.
To raczej ja byłam przegrana, gdyż prace w zawodzie trudno było znaleźć, ale łatwo o inną było,
Usuńto dałam radę w zbliżonych zawodach pracować,
lekkim poszerzeniu kwalifikacji.
Poza tym trójka dzieci, urlopy wychowawcze, nikogo do pomocy.Trudno jakąś karierę zrobić.
O dziwo wpisałam z mojej komórki, co prawie zawsze jest niemożliwe.
OdpowiedzUsuńU nas piękny spokojny deszcz. Jak dobrze, zwolnionam z podlewania.
U mnie skwar od kilku dni.
UsuńDeszcz był dwa dni temu.
Nawadniam się czym się da, resztki arbuza wyjadam, wodę z cytryną, miętą i imbirem piję przez cały dzień,
żeby ''elektrolitów" dostarczyć.
Zakupy o świcie robię, potem już z domu nie wychodzę.
mokrymi ręcznikami się chłodzę.
Chory syn sporo kosztuje od lat,
Usuńpsychiczne to obciążenie i materialne i fizyczne
by wolnym być i żyć jak inni, wolni starsi ludzie.
Na żaden DPS się nie godzi.
Jakoś sobie jeszcze radzę.
Sporo wczasów zaliczyłam,
kiedy jeszcze siły mieliśmy
i było go z kim zostawić.
Teraz się cieszę, że dzieci gdzieś jeżdżą.
Ja mam co wspominać, jakieś tam wycieczki i podróże.
Ale przecież, nie będę się ze wszystkiego tu zwierzać, ze szczegółów jego choroby i mojego życia.
Nie piszę pamiętnika osobistego.
Jeśli siły masz, to rade dasz. Będzie świeżo i czysto.
UsuńByły czasy gdy malowałam, tapetowałam, flizowałam, płytki na podłogę kładłam, wylewkę wcześniej robiąc, skrzypiące dechy usuwając, oczywiście mąż pomagał.
Farby mam, kiedyś kupiłam, też by się malowanie przydało.
Wierzę, że jeszcze kiedyś siły wrócą:))))